|
 |
| (GMT+08:00)
2004-03-09 12:29:04
|
 |
|
Chińska kadra w skokach narciarskich
CRI
Jak państwu doskonale wiadomo w zimię Polskę opanowuje gorączka małyszomanii czyli skoków narciarskich. Ze zdumieniem przyjąłem informacje kilku moich znajomych ze również reprezentańci zza Wielkiego Muru stawiają pierwsze kroki w tej dyscyplinie.
Smoki, jak wiadomo, latają, więc i nam pomagają latać?mówią dwaj pierwsi Chińczycy w Pucharze Świata. Na razie ich loty są o 50 m krótsze niż lidera, ale ich austriacki trener Heinz Koch zapowiada, że na igrzyskach w Turynie to ho?Być chińskim skoczkiem narciarskim to duża odpowiedzialność. W liczącym ponad miliard mieszkańców narodzie dyscyplinię reprezentuje jak na razie tylko 30 zawodników.-A włściwie to są dopiero panowie "Bardzo-chciałbym-być-skoczkiem" niż prawdziwi zawodnicy ? przyznaje trener Koch, szef austriackiej kadry sprzed paru lat, gdy numerem 1 był w niej Andreas Golberger. Bo rzeczywiście. W konkursie w Garmisch-Partenkirchen Zhandong i Yang z Tonghua w prowincji Jilin zajęli odpowiednio 64. i 66. miejsca na 68 stratujących. O ile jeszcze w powietrzu poszło w miarę dobrze,tzn.udało im się wylądować bez szwanku w okolicach 87 m(przy odłegwość 123 m Janne Ahonena),o tyle na ziemi były pewne problemy. Chińczycy poszli z nartami do biura prasowego i wdali się w awanturę z porządkowymi, którzy starali się skierować ich we włściwym kierunku. W dodatku wśród kilkudziesięciu flag wszystkich uczestników TCS nie było flagi chińskiej. FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) oczywiście jest bardzo zadowolona z nowego członka. Kolejny kraj w rodzinie, ekspansja dyscypliny na Daleki Wschód, być może rychłe podwojenie liczby skoczków ? tylko zacierać ręce. Tak naprawdę Chiński Związek Skoków Narciarskich istnieje jednak tylko na papierze, co przyznaje w rozmowie z "Gazetą" sam Koch. Jego powstanie to czysty zabieg martetingowy przeprowadzony przez austriacką firmę produkcyjną laptopy ? Gericom ? dużo inwestującą na Dalekim Wschodzie. ? Jesteśmy właściwie pierwszą drużyną firmową, a nie narodową, w Pucharze Świata ? mówi Koch. 
Dwa lata temu szef Gericomu Hermann Oberlehner zauważył, że w Chinach nie ma żadnych skoczków narciarskich. Uznał, że warto odkryć tę dyscyplinę dla mieszkanców Państwa Środka, a przy okazji stać się jej głównym sponsorem, obejmując dziewicze marketingowo, ale bardzo ważne strategicznie miejsce, - Chińczycy się zgodzili. Po roku w pierwszych mistrzostwach Chin na jedynej w kraju skoczni ? w Harbin w Mandżurii ? wzięło udział dziewięciu zawodników, którzy sami przygotowali obiekt. O wyniki niech pan nie pyta, ich skoki przypominały skoki zwykłych ludzi z dużej wysokości. Ale Chińczycy to szybko uczący się naród. Dziś już tak bardzo nie odbiegają od zwykłych zawodników ? mówi Koch.
Gericom podpisał kontrakt z chińską federacją na dziesięć lat, zobowiązując się przekazać w tym czasie na rozwój skoków w Chinach 10 mln euro. W czerwcu wyselekcjonowana pięcioosobowa grupa zawodników wyjechała do austriackiego Stams, by tam przygotować się do sezonu. Wyjeżdżającym z ojczyzny zawodnikom towarzyszył szum medialny porównywalny z pożegnaniem piłkarzy udających się na mundial: konferencje prasowe, wywiady, tłumy fanów na lotnisku. Roczny budżet grupy to 250 tys. euro. W Stams uczą się nie tylko skakać(500 skoków rocznie), ale także europejskich zwyczajów i języka skoków narciarskich, czyli niemieckiego. Na razie jedyne, co umieją powiedzieć po niemiecku, to „dziękuję" i „wszystko pięknie".
Czy Chińczycy spędzający tyle czasu na obczyźnie nie tęsknią za ojczyzną? ? Nie ma problemu. Gericom dostarczył im najnowocześniejsze laptopy i komórki. Łączą się z bliskimi przez internet ? odpowiada Koch. A jak pracuje się Austriakowi, który rozstał się z ojczystą kadrą po aferze kokainowej Andreasa Goldbergera, który groził nawet zmianą obywatelstwa i reprezentowaniem na igrzyskach w Nagano Wysp Dziewiczych? ? Praca ? marzenie, żadnej presji, żadnych nacisków mediów, pracujemy sobie spokojnie, a budżet roczny mamy większy niż np. Słowenia, Kontakt z zawodnikami ? idealny. Żaden się nie mądry, że wie lepiej, jak to się robi ? śmieje się trener Chińczyków.
Przyszłość chińskich skoków Koch widzi w jasnych brawach. Nieważne słabe występy w Garmisch ? Partenkirchen i Innsbrucku. Liczy się doświadczenie startu w wielkim konkursie. Na razie 20-letni Zhandong i starszy od niego o trzy lata Yang zdobyli już pierwsze punkty w Pucharze Kontynentalnym. ? Tak sztbko się uczą, że miejsca w pierwszej dziesiątce igrzysk w Turynie w 2006 roku to rzecz bardzo realna.

|
|
|