Informacja o naszej redakcjiInformacja o CRI
China Radio International
Wiadomości z Chin
Wiadomości z Zagranicy
Gospodarka
Kultura
Nauka i Technika
Sport
Ciekawostki
Nasze propozycje

Informacje o Chinach

Podróże po Chinach

Mniejszości

Przysłowia chińskie 

Sport

Chińska Kuchnia
(GMT+08:00) 2005-01-25 14:17:50    
Grupa rodziców towarzyszących studentom na uniwersytecie

CRI
Miasteczko uniwersyteckie położone na północnym brzegu dolnego biegu rzeki Qiantangjiang jest jednym z najwiąkszych okręgów szkolnictwa wyższego w całym kraju. Jedną z przyczyn takiego zgromadzenia młodych ludzi, jest sprecjalna grupa-Grupa rodziców towarzyszących studentom.

Większość z nich ma ponad 40 lat i pochodzi z głębi kraju . Zazwyczaj pracują oni na terenach uniwersyteckich, jednakże głównym celem ich tutejszego życia jest nie praca , a opieka nad swymi studiującymi dziećmi. Ich jedynym marzeniem, jak i wiekszości innych rodziców, jest wychowanie dzieci na zdolnych ludzi.

Pewnego zimowego popołudnia nasz dziennikarz spotkał się z panią Zhou w biurze d/s zarządzania akademiką na uniwertsytecie w Hangzhou. Pomieszczenie jest niewielkie i wąskie. Jego powierzchnia to niespełna 10 metrów kwadratowych. W pokoju znajdują się dwa łóżka i stół. To skromne umeblowanie zajmuje prawie całą przestrzeń. Na stole panuje bałagan. Stoja na nim butelki oleju ,octu, sosu sojowego i wody mineralnej. Pani Zhou przed chwilą wróciła z zakupów. W garnku gotuje się już ryż.

Pani Zhou pochodzi z Mongolii Wewnętrznej. We wrześniu 2004 roku odwoziła syna do Hongzhou na studia. Na początku zamierzała zostać tylko kilka dni, ale sama nie wiedząc w jaki sposób, przemieszkała tu ponad 3 miesiące.

Pani Zhou powiedziała, że po kilku dniach jej pobytu w Hangzhou, syn powiedział: "mamo, nie chciałbym ciebie puścić." Kiedy to usłyszała , łzy polały się wielkie jak groch. Pani Zhou, ma tylko jednego syna, który nigdy dotąd nie opuszczał rodzinnego domu i nie wyjeżdżał aż tak daleko.

Przed wyjazdem syna na studia pani Zhou przeszła na emeryturę. Wcześniej pracowała jako kelnernka w hotelu. Tak się złożyło, że w tym czasie uczelnia jej syna poszukiwała pracownika zajmującego się akademiką. Pani Zhou uważa, że praca ta ma podobny chrakter do jej poprzedniego zajęcia, wiec postanowiła zostać.

Co miesiąc zarabia niewiele ponad 600 yunów. Po odliczeniu czynszu i kosztów utrzymania już prawie nic nie zostaje. Pani Zhou stara się więc oszczędzać. Mówi, że jeśli starcza na jedzenie, to już jest dobrze. Najważniejsze to móc opiekować się synem tutaj, w Hangzhou.

Mąż, matka oraz inni bliscy pani Zhou mieszkają w Mongolii Wewnętrznej. Kiedy wspomniano o ich, pani Zhou ze wzruszeniem powiedziała, że bardzo za nimi tęskni. Zbliżają się ferie zimowe, więc chciałaby razem z synem wrócić do domu. W następnym semetrze znów przyjedzie do Hangzhou, by nadal opiekować się swym studiującym synem. Dziennikarz zapytał o jej przyszłe plany, jednak pani Zhou powiedziała, że jeszcze o tym nie myślała.

Historia pani Zhou jest tylko jednym z przykładów losów rodziców, którzy postanowili towarzyszyć swym pociechom na uniwersytecie. Według doniesień, na terenie uniwersytetu Hangzhou i w jego pobliżu, mieszka kilkaset towarząszących studentom rodziców. W położonych niedaleko terenów uniwersyteckich wsiach Gaoyuan i Yuanczheng mieszka sporo takich rodzin towarzyszących. Na ogół mieszkają one w rozproszeniu i rzadko się ze sobą kontaktują. Ich jednym podobieństwem jest to, że troszczą się o swoje dzieci.